Panie, czas w Twych rękach nie zna kresu.
Twych sekund nikt nie zliczy.
Jeden po drugim przemijają Twe wieki
w doskonałości polnego kwiatu.
(Rabindranath Tagore)
Nic w tym świecie nie jest pozbawione celu. Wszystko, co istnieje, co się wydarza, stwarza nową szansę, nową możliwość. Czego ona dotyczy? Jest ona jedynie potencjałem, który może posłużyć za podstawę rozwoju – kapitałem, który nieodpowiednio wykorzystany zostanie rozłożony na czynniki pierwsze, dostarczające nowy materiał budulcowy dla kolejnej okazji i możliwości, w innym miejscu i czasie.
Świat, w którym żyjemy, jest światem zjawisk; nic nie jest w nim trwałe. Jedynie jego siła napędowa, samo życie, pozostaje wciąż takie samo. Tą siłą napędową jest „natura”, a „natura” znaczy tyle, co: „to, co się stało, rozwinęło, zostało zrodzone i stworzone”, co w uniwersalnej chronologii określane jest jako dzień objawienia. To cykl siedmiu wielkich okresów, z których pierwsze trzy charakteryzują się zstąpieniem w materię, tak zwaną „inwolucją”. Po czwartym okresie określanym jako „nadir”, następują kolejne trzy okresy dematerializacji, czyli „ewolucji”. Słowo „nadir” wywodzi się z języka arabskiego i oznacza „najniższy punkt” albo „punkt przeciwległy”; punkt na okręgu przeciwległy „zenitowi”, czyli punktowi szczytu. Obecnie żyjemy we wspomnianym czwartym okresie, w epoce Ziemi, to jest gdzieś w połowie cyklu tak zwanym „dnia objawienia”, który mimo iż jest zaledwie chwilą w oceanie wieczności, to i tak daleko wykracza poza nasze obecne możliwości wyobraźni.
W starożytności wyróżniano cztery żywioły: ziemię, wodę, powietrze i ogień – jako podstawy materii – lub też minerały, rośliny, zwierzęta i ludzi jako objawienie życia.
Celem procesu rozwojowego, przez który przechodzi ludzkość, jest odtworzenie obrazu pierwotnego człowieka, którego budowa również posiada poczwórny charakter. Dzięki stopniowo tworzącemu się ciału fizycznemu, eterycznemu i astralnemu, mogliśmy odnaleźć swoje miejsce tu, na Ziemi. Tak więc właśnie ów czwarty okres, okres ziemi, stanowi teraz dla nas pole rozwoju! W tym czwartym okresie ludzkość może rozwinąć kolejny, czwarty aspekt osobowości, to jest ciało mentalne, świadomość indywidualną, która umożliwia człowiekowi sprawowanie kontroli nad światem. Tę moc może on wykorzystać dla swojego rozwoju lub upadku. To człowiek jest łącznikiem pomiędzy światem materii a królestwem Ducha.
Mimo że człowiek wraz ze swymi czterema nośnikami jest śmiertelny, są w nim ukryte wrota wieczności. Brama ta jest obszarem przejściowym, polem przemiany, uprawniającym do wejścia i uczestnictwa w nowym życiu, w Prawdzie. Obszar ten należy do całkiem innego ładu niż ten, który znamy – wszystko, co istnieje w niższym ładzie natury, wykazuje zapętloną cykliczną strukturę symbolizowaną na przykład przez obraz dwóch węży zjadających własne ogony utrzymując się we wzajemnej niewoli.
RUCH CYKLICZNY JEST WE WSZYSTKIM
Wszystko jest grą przeciwieństw – czasem zadziwiającą, czasem przerażającą, a czasami groteskową. Możemy się nią cieszyć, możemy też martwić się z jej powodu i cierpieć. W najlepszym wypadku ta gra przeciwieństw doprowadzi nas w końcu do poczucia, że stanowi ona część nas samych, tak samo jak my jesteśmy jej częścią. Sami dokonachwilaliśmy podziału jedności na nieskończoną liczbę części, tak że nikt nie jest w stanie połączyć ich teraz w jedno. To, że doskonałość nie pochodzi z tego świata, nie jest tylko pustym stwierdzeniem – jest prawem, nieugiętym prawem Nemezis, czyli bogini z wagą w dłoni oraz opaską na oczach. Nemezis zapewnia, że wszystko, co czynimy, powróci do swego punktu wyjścia. Jest to jednocześnie prawo Światła Miłości. Dba ono, aby w każdym rozwoju było miejsce dla wytchnienia i spoczynku, lecz by – z drugiej strony – rozwój nie zatrzymywał się i nie ulegał stagnacji. W biegu dziejów ludzkość rozprzestrzeniła się na wszystkich kontynentach. W tym czasie wielokrotnie ustanawiano i rozwijano różnorakie formy władzy, zarówno demokratyczne, jak i dyktatorskie.
Podczas gdy w minionych wiekach panowała tendencja do rozprzestrzeniania się po różnych rejonach globu, obecnie możemy zaobserwować, jak świat ponownie zbiega się w jedno wielkie skupisko. Przypomina ono targowisko, na którym często wpadamy na siebie nawzajem. Dostrzegamy też, jak nasza rosnąca mobilność tworzy uliczne korki, medycyna wywołuje nowe choroby, a szpitale stają się źródłem różnorakich zakażeń. Nasze przychody i wydatki są kontrolowane przez przepisy prawa, ale jakże często przepisy te wywołują skutki przeciwne do zamierzonych, tak że prawo musi ponownie ingerować, by utrzymać porządek. I chociaż nowe środki komunikacji i informacji stają się z dnia na dzień coraz doskonalsze, ludzie są coraz bardziej samotni.
Ekstremalność – oto cecha charakterystyczna naszych czasów. Wszelkie różnice w opiniach ostatecznie stają się widoczne i tworzą napięcia, które nieuchronnie doprowadzą do nowego „wielkiego wybuchu” choć tym razem nie tak spektakularnego, ponieważ owa erupcja wyraźnie i na dobre już się zaczęła. Na poziomie duchowym pogrążenie się w materię – czyli oddzielenie od Jedności – doprowadziło do wzrostu ateizmu. Fakty, liczą się tylko fakty – oto obecne credo. W konsekwencji tych poszukiwań materia stała się nowym bożkiem. W rezultacie duchy, wiedźmy, czarodzieje i czarnoksiężnicy oraz wszystko, czego nie można było zdefi niować za pomocą dominującego wzorca centymetra, sekundy i grama, zostało zepchnięte do podziemia.
Dla wielu było to powodem oburzenia i irytacji podczas gdy innym dało większą swobodę. Wszelkie ograniczenie umysłu, wszelkie wyobrażenia i złudzenia zostały wyparte przez nowe rozumienie oparte na trzeźwym i naukowym postrzeganiu rzeczy oraz na rozsądku.
Materializm obiecywał i mamił lepszym światem oraz wzbogacał go gadżetami i wygodami, jednak jednocześnie doprowadzał do odczucia nieprzyjemnej pustki w życiu wewnętrznym. Świat stał się naraz niepokojąco zimny. Fakty, nic tylko suche fakty.
Próżnia ma niesamowitą zdolność zasysania – szuka bowiem wypełnienia, równowagi między zewnętrznym i wewnętrznym. W każdym człowieku mieszka przecież dziecko, które wierzy w cuda i szuka niecodziennych wrażeń. Jest to głód, który duch naszych czasów zaspokaja aż nazbyt łatwo. Publikacje na temat życia i śmierci oraz reinkarnacji, artykuły odsłaniające polityczne, historyczne i kościelne skandale cieszą się wielkim popytem. Jedni to pochwalają, inni z niesmakiem tym gardzą, robią jednak w gruncie rzeczy to samo: konfrontują dotychczasowe dokonania ludzkiej kultury z oznakami nadchodzących nowych czasów. Odsłanianie prawdy jest zadaniem i wielką możliwością. Dlatego nie bez przyczyny często słyszy się, iż „przyszło nam żyć w naprawdę fascynujących czasach”.
KTO MOŻE BYĆ ODPOWIEDZIALNY?
Czy kiedykolwiek panowały na Ziemi inne czasy? Co tak szczególnie fascynującego jest właśnie w naszej epoce? Wszystko wskazuje na to, iż zbliżamy się do punktu zwrotnego w naszej dotychczasowej historii. Mity, podania i legendy różnych kultur mówią o tym, jak ludzkość opuściła niegdyś pierwotny porządek rzeczy, pierwotny ład i znalazła się w ładzie ratunkowym, w naturze czterech kręgów życia. W ładzie tym panują hierarchie i wzorce zachowań, które obowiązują w każdej strukturze społecznej, czy to wśród ludzi, koloni mrówek, w stadzie byków czy też w tropikalnym lesie. W tym sensie również nasze codzienne życie układa się i przebiega pod znakiem ustalonych wzorców i hierarchii.
W ciągu wieków niewiele uległo zmianie pod tym względem. Jedne kultury i cywilizacje przychodziły, inne przemijały – jednak sam ład pozostawał nietknięty. Równolegle z rozwojem postaci ciała fi zycznego inwolucja wytworzyła trzeci nośnik – ciało astralne. Powstało ono na skutek rozwoju mózgu, tak iż zdolność myślenia dołączyła do dominującego dotychczas instynktu samozachowawczego, do pędu egzystencjalnego, silnego popędu życia. W wyniku tego powstały tradycje, zwyczaje, doktryny, prawa i obowiązki prowadzące do ustalenia się tak zwanych dobrych obyczajów i przyzwoitości. Był to stan względnego bezpieczeństwa oparty na wyzysku materialnym, rozwoju struktur społecznych oraz tworzeniu perspektyw na przyszłość – a wszystko w ramach pogoni ludzkości za ostatecznym „cudem”. Nasze czasy czeka jednak wyraźna zmiana. Ów największy z cudów okazuje się pękać niczym bańka mydlana. I tak jak boski ład, tak również ład tej natury staje przed obliczem własnych dokonań i wytworów. Niegdyś wypracowane i ustalone wartości etyczne, ekonomiczne czy kulturowe są kwestionowane, a następnie odrzucane. Wszystko aż drży w posadach, a dotychczasowe bezpieczeństwo ulatnia się i przemienia w niepewność.Któż dysponuje jeszcze autorytetem, komu można zaufać?
NOWY TYP CZŁOWIEKA
Choćby ludzkość odrzuciła wszelki ład i porządek, nie wpłynie to na prawa kosmosu – nadal będą one obowiązywać. Nawet chaos musi nieuchronnie doprowadzić do przemiany i do nowego rozwoju, do całkiem nowego objawienia, być może nie tak spektakularnego jak grzmot gromu i blask błyskawicy, ale jednak radykalnie innego niż obecny. W nadchodzących stuleciach nowy typ człowieka-pioniera będzie mógł poprowadzić stworzenie o krok dalej, ku jego właściwemu celowi. Po życiu w ładzie boskim, a następnie w ładzie natury nieomylnie rozpoznajemy oznaki nadchodzącego nowego ładu, który możemy określić mianem ludzkiego. Znaki nadejścia tego porządku są zazwyczaj mało wyraźne, choć czasami stają przed oczyma duszy niczym świt zapowiadający wschód słońca. Ten nowy ład umożliwi z kolei odbudowę ładu boskiego, pozwalając na zatoczenie pełnego koła.
Tylko całkowicie nowy typ człowieka będzie w stanie wznieść się ponad ziemskie „fakty” oraz wykroczyć poza uformowane struktury. Człowiek taki odnajdzie swoje bezpieczeństwo w porządku i ładzie Ducha, w czystej świadomości i jasnym rozumieniu tego, co jest Prawdą i Życiem. Cechy rozpoznawcze takiego nowego typu człowieka zapowiadano już dawno temu. Mówią o tym wszystkie święte pisma. Cóż innego głoszą różne, choćby nawet wypaczone, ewangelie, jeśli nie tę radosną nowinę, to cudowne przesłanie? Zaprawdę: „Królestwo Boże jest w was”. Niemniej jednak nie jest naszym zamiarem myśleć o tym w kategoriach przyszłości – królestwo, o którym mowa, istnieje bowiem w teraźniejszości, choć wcale nie należy do świata czasu i przestrzeni! Kazanie na Górze jest adresowane do każdego, kto dziś albo jutro postawi swą stopę na ścieżce uwolnienia. Już sama wiedza o tym jest oznaką rozwoju nowej świadomości. Ludzkość znalazła się na skraju inwolucji oraz ewolucji i obecnie balansuje na krawędzi.
Nadszedł czas drugiej ścieżki, drogi ewolucji. Przeszłość jest jedynie opowieścią, przyszłość zaś marzeniem. Chwila obecna, chwila teraźniejsza to czas podejmowania wyborów, decyzji oraz działania; chodzi o samo życie, a nie o zastanawianie się nad życiem.
CHWILA PRAWDY
W czasie trwania tak zwanego okresu Ziemi nasz mikrokosmos doświadczył wielu inkarnacji. Każde istnienie może wznieść nas wyżej zarówno w sensie indywidualnym, jak i zbiorowym. Nic nie będzie nas do tego przymuszać – proces ten może trwać całą wieczność. Ale za każdym razem, w każdej inkarnacji, powracać będzie to samo pytanie: „Jeśli nie teraz, to kiedy?” Nasz wewnętrzny kompas musi stać się naszym jedynym prawdziwym przewodnikiem, a samoautorytatywność musi wypływać z całkowicie nowego ukierunkowania. Naszym nowym zadaniem jest przyjęcie i zaakceptowanie „ładu Królestwa”. Może być ono naszym wewnętrznym przewodnikiem i źródłem życia. Nie powinniśmy szturmować „bram niebios” za pomocą zwykłej natury. Ujmując to mistycznie: „Nie ja, lecz Chrystus we mnie”.
DLA WIELU
ten moment już nadszedł. Siły rozwoju ziemskiego dogasają. Z jednej strony jesteśmy bogaci w rozczarowania, z drugiej zaś dzięki bagażowi doświadczeń zostaliśmy oczyszczeni w myśleniu, pragnieniu i woli. Teraz może się w nas objawić głos atomu iskry Ducha, który poprowadzi nas do Nieruchomego Królestwa, do Królestwa Statyki. Dominacja instynktu i rozumu ustępują miejsca, by mógł napłynąć nowy rodzaj uduchowienia, nowy stan duszy. Nowy świat wschodzi już na horyzoncie.
Jest to wyjątkowa szansa tak dla ludzkości, jak i dla pojedynczego człowieka. Nieuchronny schyłek może obrócić się w ruch wzwyż; lecz wówczas nie będzie to tylko droga powrotna z towarzyszącą jej nadal grą przeciwieństw – lecz droga, która sprawi, że wszystko stanie się ostatecznie doskonałe, niezachwiane i pełne. Tym razem będzie to żniwo inwolucji, przez którą wszyscy przeszliśmy – wspólnie jako ludzkość oraz indywidualnie jako człowiek. Głos odwiecznej prazasady ukazuje nam drogę wyjścia stąd i wejścia w inny wymiar, w inną rzeczywistość, w której pojęcia takie jak czas i przestrzeń, niebo lub ziemia, życie czy śmierć, nie mają już żadnego znaczenia.
Mówimy cały czas o „człowieku”, tak jakby chodziło tylko o jednego człowieka – i tak też w istocie jest. Zbiorowość i indywidualność jest bowiem ze sobą ściśle powiązana; utrzymują się one we wzajemnej równowadze. To, co wspólne nie odbiera indywidualności jej charakteru, ani też indywidualność nie jest w stanie swą wolą wywrzeć presji na ogóle. Jest to interakcja, współoddziaływanie między siłą a wspieraniem się.
Początkowo określenie ludzkości jako wspólnoty wydaje się pojęciem dość abstrakcyjnym. Z tego też powodu w osobie, która rozpoznała, czym jest prąd życia i odkryła w sobie moce „człowieka”, spontanicznie narasta pragnienie, by pojęciu ludzkości jako wspólnoty nadać konkretny wydźwięk i znaczenie. Pragnienie to można porównać do tego, co dzieje się z igłą kompasu, która nieustannie wskazuje na magnetyczną północ. To pragnienie może przybrać konkretną formę, gdy taka osoba pozna ludzi o podobnym ukierunkowaniu, ludzi, którzy tworzą wspólnotę dusz. Z chwilą gdy „wewnętrzna igła magnetyczna” wystarczająco się namagnesuje, owo poszukiwanie kontaktu stanie się wspólnym dobrem, ponieważ to, co grupowe związane jest z tym, co indywidualne.
Proces ten ma związek ze wspólnotą dusz wykraczającą ponad wszelkie więzy osobiste. Rozwój nowego stanu duszy jest wspólnym mianownikiem, mimo iż ścieżką trzeba kroczyć indywidualnie. Ścieżka ta wiedzie poprzez obojowisko ślepej przemocy i egoizmu aż do utęsknionego, „wiecznie brakującego” wymiaru, do prawdziwego życia, do prawdziwej siły napędowej znajdującej się poza naturą oraz człowiekiem.
LUDZKOŚĆ W RUCHU – ŚWIAT W RUCHU
To, co określa się dziś jako zanieczyszczenie środowiska, zniszczenie i straty, być może jest jedynie bólem porodowym nowego świata, w którym będą istnieć całkowicie nowe warunki życia. Jest to schyłek starego człowieka wraz z jego starą rzeczywistością, a zarazem świt nowej Ziemi, nowego typu człowieka. Każdy, kto kieruje swe życie na ten inny świat – który w rzeczywistości jest jedyny, wszechogarniający i pozbawiony przeciwieństw – ten ponownie wznosi postać duszy na nowej ziemi, określanej także jako dom prawdziwego człowieka. To takim człowiekiem miał on zawsze być: strażnikiem świata i współpracownikiem w Ogrodzie Edenu.

30-07-2010 o 20:03
A czym jest prawda?