2011-08-09
Czy ten świat jest dobry czy zły?

"Przez ten inny, nieznany ład natury nie mamy na myśli świata niebiańskiego ani kultywowanego ziemskiego królestwa, lecz absolutnie inny ład i całkiem inny świat, którego pod żadnym względem nie można porównywać z naszym światem, i który nie pojawił się w wyniku ewolucyjnego rozwoju tego świata. Te dwa światy, o których mówimy, są swoim absolutnym przeciwieństwem, mimo że zawierają się w jednym kosmosie, w jednej kuli" [1].
 
Platon nauczał, że rzeczywistość składa się ze świata zmysłów i świata idei. Poznanie świata zmysłowego zawsze pozostaje niepełne, częściowe. W tym świecie wszystko „płynie”, nieustannie się zmienia, nic nie jest stałe. Wszystko powstaje i przemija. Tylko w świecie idei, mówi Platon, człowiek może zdobyć absolutne poznanie – nie przy pomocy organów zmysłowych, ale umysłu. Według Platona idee są wieczne i niezmienne, natomiast zjawiska w świecie zmysłów są jedynie cieniami idei. Zjawiska natury nie są mroczne same w sobie, ale jedynie w porównaniu z jasnością wiecznych form i bytów w świecie idei.

Kiedy Jezus przesłuchiwany przez Piłata (Jan 18:36) powiedział: Moje królestwo nie jest z tego świata,wskazywał na królestwo statyki lub świat idei Platona. Jednocześnie wyjaśniał, że nie ma absolutnego rozdzielenia pomiędzy tymi dwoma częściami rzeczywistości. W przeciwnym razie powiedziałby: Moje królestwo nie jest w tym świecie. Ze względu na ograniczoną przez zmysły świadomość człowiek może opisywać królestwo statyki jedynie przy pomocy abstrakcyjnych pojęć filozoficznych lub mówiąc o tym, czym to królestwo nie jest. Będąc częścią dialektyki – świata zmysłowego – człowiek może wypowiadać się tylko na jej temat.
 
Człowiek żyje w dialektyce i z dialektyki. Jest częścią natury, która objawia się przez przeciwieństwa, takie jak światło i ciemność, życie i śmierć. Świat ten jest względny, zmienny i przemijający. Jego mieszkańcy doświadczają go i opisują na wiele sposobów. W pierwszej części swojej książki Pragnoza Egipska Jan van Rijckenborgh pokazuje dwa przeciwstawne sposoby doświadczania i opisywania dialektyki. Egipska, hermetyczna Gnoza przedstawia dialektykę jako gigantyczne, alchemiczne laboratorium boskiej ludzkości, w którym stale transformowana jest materia. Mani mówi natomiast, że dialektyka w swoich formach objawienia jest zła, jest tworem Lucyfera.
 

Gnoza Hermesa daje jaśniejszy, filozoficzny obraz pierwotnego celu dialektyki, podczas gdy Gnoza manichejska opisuje ład ratunkowy i pokazuje, co stało się z dialektyką. Przedstawia ją jako mroczną rzeczywistość życiową większości ludzi. Mani stawia tę dialektykę pod pręgierzem. Wzywa jej mieszkańców, aby świadomie pożegnali się z mrokiem i beznadziejnością codziennego życia.

W rzeczywistości te dwa punkty widzenia nie są sobie przeciwstawne, ale uzupełniają się wzajemnie. Punkt widzenia manichejczyków jest równie radykalny, jak jednostronny. Pozwalał on poszukującym dostrzec oddzielenie i jednostronność istnienia na niższych poziomach dialektyki i wyzwolić się z nich. Wizja hermetyczna pokazuje, jakby z góry, pochodzenie i cel dialektyki i ludzkiej istoty, która uczestniczy jako wolny współpracownik w nieskończonym laboratorium Boga. Laboratorium dosłownie znaczy miejsce pracy (labor) i modlitwy (oratorium).
 
Według Maniego człowiek pogrążony jest w materii. To jest jeden biegun. W opisie Hermesa na pierwszym planie pojawia się boski człowiek – człowiek, który wykroczył już poza dialektykę, lecz wciąż jest w niej aktywny. Dlatego mówi się, że jest on wciąż w tym świecie (dialektycznym), ale już nie z tego świata. Inaczej mówiąc: żyje on z sił i idei statyki – boskiego świata – ale wyraża się w dialektyce. To jest drugi biegun.

W swoim codziennym życiu człowiek żyje w rzeczywistości, której doświadcza jako pewnej jedności. Wie, że nie trwa ona wiecznie, ale dla niego pozostaje jedyną rzeczywistością. Może żyć z nią w pokoju lub walczyć przeciwko niej, ale nie jest w stanie od niej uciec. Wielu zna tę sytuację i wysiłki, aby uwolnić się od cierpienia, niedoskonałości, choroby i śmierci – rezultatów śmiertelnego bytu. Jednak jedynym pewnikiem w biografii każdego człowieka jest to, że księga jego życia zostanie zamknięta przez śmierć, bez względu na wysiłki, jakie podejmuje, aby temu zapobiec.
 

Każdy na swój własny sposób stara się przechytrzyć śmierć. Dopiero po wielu cyklach istnienia człowiek osiąga zrozumienie, że starania te są daremne. Wówczas przychodzi moment, w którym człowiek może zacząć swoje poszukiwania na wyższym poziomie i stać się świadomym czegoś z duchowego przesłania, które zawsze towarzyszyło ludzkości. Wtedy rozpoznaje, że jest jednostką rozszczepioną, mieszkańcem dialektyki, świata przeciwieństw. Słyszy wewnętrzne wezwanie, które zwykle zaprzecza wszystkiemu, czego nauczył się do tej pory. Jego najgłębsza istota, duchowy atom w sercu wskazuje mu inną drogę.
 

Początkowo człowiek odczuwa być może niewiele więcej niż niepokój, delikatne przypomnienie, które skłania go do poszukiwań. Dopiero kiedy wszystkie jego naturalne reakcje okażą się nieadekwatne do tego wezwania, człowiek zdaje sobie sprawę, że muszą istnieć dwie natury: jedna, która reguluje jego życie biologiczne i druga, która leży u podstaw jego dążenia do świata duchowego. Doświadcza tego fundamentalnego rozszczepienia i opozycji zarówno w świecie, jak i w swojej własnej istocie. Zaczyna rozumieć, że jest zarówno śmiertelny, jak i nieśmiertelny. Rozpoznaje, że z pochodzenia jest boską, a więc wieczną istotą, która została poddana prawom materii i czasu.
 

W tym momencie człowiek często zaczyna projektować swój wewnętrzny konflikt na otaczający go świat. Codzienna rzeczywistość wydaje mu się pusta, postrzega ją jako wielką dolinę łez. Dzieje się tak głównie dlatego, że człowiek taki nie zdaje sobie jeszcze sprawy z tego, że sam tworzy swoją dolinę łez ­– wspiera i utrzymuje własną nędzę. Konfrontowany jest z konfliktem pozornie nierozwiązywalnym: pomiędzy tym, co śmiertelne – co należy do jego „ja” a tym, co nieśmiertelne, a co należy do duszy. Dopiero kiedy będzie miał odwagę zobaczyć ten konflikt i rozwiązać go w swoim wnętrzu, odkryje, że ból istnienia, którego doświadcza wynika z tego, że punkt ciężkości jego świadomości leży w dialektyce, a nie w statyce, w świecie boskim.
 

 „Ja” ma tendencję, aby widzieć świat jako stworzony wyłącznie dla niego samego. „Ja” myśli o sobie jako o centralnym punkcie, wokół którego wszystko się kręci, jako o słońcu, wokół którego obracają się planety ze swoimi księżycami, wokół którego obraca się cały wszechświat. To nastawienie jest przyczyną jego cierpienia. Dopóki człowiek nie rozpozna, że on sam tworzy cierpienie, którego doświadcza, wszystkie jego starania, aby usunąć przepaść pomiędzy „ja” a jego nieśmiertelną duszą, będą kończyć się niepowodzeniem. Decydująca jest tu jego własna postawa życiowa. Jeżeli nie pochodzi ona z wnętrza, problemy pozostają nierozwiązane, co najwyżej przybierają inną postać.
 

„Ja” nie może rozwiązać samo siebie. Przy zastosowaniu wyrafinowanych metod ostre krawędzie egoizmu mogą zostać co najwyżej wygładzone. Te nieudane próby trwałej zmiany „ja” mogą prowadzić do wglądu, że jest ono całkowicie niezdolne do stworzenia czegoś wiecznego. To jest ten moment krytyczny, który trzeba przetrwać, zanim będzie można podjąć decyzję, aby już więcej nie polegać na osiągnięciach „ja”.
 

Kiedy „ja” przestaje być punktem centralnym, we wnętrzu człowieka zaczyna świecić inne słońce, słońce Ducha. Im bardziej ludzkie „ja” maleje, tym więcej w człowieku jest miejsca dla rozwoju duchowego pierwiastka. Świadomość egocentryczna ustępuje świadomości duchowej. Człowiek, który urzeczywistnił tę duchową drogę, nadal pozostaje w dialektyce, w tym świecie, ale żyje już nie z tego świata – ból i ciemność dialektyki nie zagraża mu już.

[1] J. van Rijckenborgh, Misterium błogosławieństw, Instytut Wydawniczy „Rozekruis Pers”, Wieluń 2008, s. 15.

 

 

2 Odpowiedzi na “Czy ten świat jest dobry czy zły?”

  1. adrian pisze:

    tak to prawda że słońce ducha – nasz mikrokosmos słoneczny sprawia ze w naszym życiu pojawia się nowy ład i zykujemy nowa siłę – miłość, siłę serca która pragnie objąć swym promieniowaniem całego człowieka… będąc przy Manim – to nie demonizowałbym dialektyki – bo mimo wszytko czynów miłości możemy dokonywac tylko w tym świecie jeśli nie są one nakierowane na bliźniego to coż nam po miłości w świecie fantazji i złudzeń… naturalne staje się że chceny się podzielić światłem z innymi i mam pytanie z zupełnie innej beczki które konkretnie teksty Whitmana a może cała jego twórczość sa uważane za posiadające wglądy gnostyczne??

  2. martin pisze:

    Pozdrawiam , jestem przekonany ż świat to wspaniale dzieło Boga , jest piękny , niewyobrażalnie piękny , jedyny feler jaki istnieje na świecie to człowiek , który potrafi sie sprzeniewierzyć Bogu i niszczyć świat pomału lecz z premedytacją , jest to zbrodnia która sie zemści na ludziach.

    A świat jest cudowny.

Dodaj komentarz

Zasady publikowania komentarzy:
Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk.