2009-05-05
Film Darrena Aronofsky`ego “Źródło”

Gnostycy o filmie "Źródło" Darrena Aronofsky'egoNa środku ogromnej przeźroczystej kuli wyrasta prastare drzewo, które sprawia wrażenie uschniętego. Obok niego stoi kobieta w królewskich szatach, a przed nią klęczy blady, łysy mężczyzna. W przestrzeni dookoła kuli wszystko zdaje się płonąć. Jasność staje się wręcz oślepiająca.

 

 

„Czy uwolnisz Hiszpanię z niewoli?”
„Nie wiem. Próbuję… ale nie wiem jak”.
„Wiesz. Będziesz wiedział”.

Powyższa scena to jeden z kluczowych momentów w najnowszym filmie Darrena Aronofsky’ego pt. „Źródło”, którego osią jest pojęcie śmierci i przemijania. W odniesieniu do wyżej przedstawionej sceny można by na samym początku zapytać skąd wzięło się w niej pojęcie „uwalniania Hiszpanii z niewoli” lub „wiedzy o wyzwoleniu”, skoro cały film raczej koncentruje się na zagadnieniu nieuchronności śmierci? Aby odpowiedzieć na to pytanie i dojść do tajemnicy „uwalniającej śmierci” opisywanej w tym filmie musimy najpierw poznać jego konstrukcję. Fabuła „Źródła” toczy się na trzech płaszczyznach, które dość łatwo można by przyrównać do aspektów systemu człowieka. Zostało to dodatkowo zaakcentowane obsadzeniem tych samych aktorów grających równolegle trzy pary postaci oraz płynnymi powiązaniami między scenami mającymi miejsce w różnych wymiarach. Sugeruje to niejako, że akcja w owych trzech ujęciach toczy się jednocześnie.

WOJOWNIK

Po pierwsze występuje więc postać wojownika, chciałoby się rzec odwiecznego wojownika, którym jest konkwistador. Jego największym pragnieniem jest odnalezienie i zagarnięcie legendarnej tajemnicy Majów, mianowicie Drzewa Życia, wymienianego również w Biblii. Drzewo Życia jest tu symbolem uniwersalnego leku, panaceum, Wody Życia, mającym pozwolić człowiekowi na osiągnięcie doskonałości i nieśmiertelności. Jak możemy zauważyć, koresponduje to w dużym stopniu z dążeniem nowoczesnej nauki, medycyny, a także ogólnie ujmując całej ludzkości, co będzie miało odniesienie do drugiej płaszczyzny filmu. Konkwistador jest oddanym sługą swojej Pani – królowej Hiszpanii śmiertelnie zagrożonej najazdem Inkwizytora. Nagrodą za odnalezienie Drzewa ma być jej ręka i wspólne życie wieczne. Wojownik rusza więc śmiało na podbój krainy Majów nie zważając na przeszkody i dążąc po trupach do celu. Jednak gdy ostatecznie spotyka kapłana Majów i po jego rzekomym pokonaniu dociera do Drzewa Życia, nie jest jednak w stanie zrozumieć sposobu, w jaki mu się to udało. Pijąc łapczywie życiodajną posokę przyjmuje na siebie nieświadomie wyrok śmierci. Nie jest on godzien założenia obrączki oznaczającej jedność i wierność Królowej, ani też wypicia życiodajnego panaceum. Reprezentuje on najniższe, pierwotne pobudki występujące w człowieku, które muszą zostać porzucone. W rezultacie ma miejsce pierwsza śmierć według ego, w jego najbardziej pierwotnej formie; śmierć nieświadoma, bo czyż ego może wznieść się na wyżyny zrozumienia boskiej rzeczywistości? Niemniej w tym wypadku nie jest to śmierć daremna, a jedynie preludium, konieczny warunek dla następującej po niej śmierci o głębszym znaczeniu.

NAUKOWIEC

Na drugiej płaszczyźnie mamy do czynienia z człowiekiem żyjącym w dzisiejszym świecie. Jest nim lekarz neurolog o imieniu Tommy. Pod wieloma względami przypomina on konkwistadora. Jego Królowa (Izzi) jest również bliska śmierci, zaś on jest jedynym, który ma szansę ją uratować za pomocą leczniczych właściwości komórek prastarego drzewa odnalezionego w lasach tropikalnych Ameryki Południowej, co oczywiście jest analogią do Drzewa Życia Majów. Oprócz tego Tommy również nie potrafi w pełni zrozumieć postępowania swojej „Królowej”. Jego dążenie do wyleczenia choroby o nazwie „śmierć” jest równie palące, jak nieustępliwe są poszukiwania prowadzone przez konkwistadora. Nie zdają oni sobie sprawy, że również te starania wywodzą się tak naprawdę z wiecznego źródła życia – Tommy jest co jakiś czas „iluminowany” światłem gwiazdy Xibalba – a jedynie objawiają się w charakterystycznym dla ego dążeniu do przetrwania w materii. Żona Tommy’ego od pewnego momentu zdaje się być pogodzona ze swoim losem. Stopniowo odrywa się od świata – przestaje reagować na zimno i ciepło, będące odniesieniem do jego dwubiegunowości, opowiada o śmierci dającej życie, a także o uczuciu pełni i braku lęku. Tommy nie potrafi zrozumieć tych doświadczeń. Zamiast czuwania przy boku żony spędza on całe noce w laboratorium w poszukiwaniu leku dającego nieśmiertelność. Izzi jest tu więc symbolem intuicji duszy wychodzącej poza ten świat i jednocześnie powoli uwalniającej się od niego. W miejscu pojmowania naukowego, zmysłowego kieruje się ona pojmowaniem pozazmysłowym. To za jej głosem musi podążyć Tommy, reprezentujący głos naukowego rozumu i wysoko kultywowanego, humanistycznego dążenia do przetrwania. W decydującym momencie przerywa on błędne koło i rzeczywiście rusza jej śladem ku skąpanemu blaskiem wyjściu. Ostatecznie godzi się ze śmiercią żony i z własną bezsilnością. Jest to jego kluczowy wkład w wielką podróż odbywającą się na trzeciej, najgłębszej płaszczyźnie.

MNICH

W tym właśnie ujęciu napotykamy prawdopodobnie najbardziej bezpośrednie odniesienie do pojęcia mikrokosmosu*, jakie miało miejsce w historii kina. Trzeci aspekt systemu człowieka jest reprezentowany przez medytującego mnicha, poruszającego się w przestrzeni kosmicznej w przeźroczystej kuli o średnicy kilkunastu metrów. W centrum owej kuli wyrasta prastare drzewo, które jednak nie daje prawie żadnych oznak życia. Naturalnie oznacza to, że w najgłębszym znaczeniu lekarstwo dające nieśmiertelność nie znajduje się gdzieś na zewnątrz, gdzieś w amazońskiej dżungli, ale że nosimy je wewnątrz nas samych. Mnich jest symbolem wysoko rozwiniętej osobowości o wielu przebytych doświadczeniach. Świadczy o tym jego ukierunkowanie na sprawy duchowe i dążenie do osiągnięcia ostatecznego rozwiązania. Niemniej jednak popełnia on stale ten sam błąd – daje się ponieść lękowi przed własnym przemijaniem, podobnie jak dwie odpowiadające mu postaci. Co jakiś czas zażywa on korę drzewa jako sposób na przedłużenie własnego życia. W wolnym czasie ćwiczy wschodnie sztuki walki w celu osiągnięcia harmonii duszy i ciała, a także zajmuje się tatuowaniem kolejnych okręgów wokół swojej ręki. Wygrzewa się w duchowym słońcu, jednak ciągle nie jest w stanie przejść do prawdziwie uwalniającego czynu i spełnienia swojego zadania. Gdy czasami pojawia się w jego kuli kobieta przypominająca Izzi, wypowiadając ponaglające i znamienne słowa: „Dokończ to”, mnich reaguje w sposób bliski histerii. Co ma on dokończyć? Odpowiedź nasuwa się sama: wielkie dzieło, powrót mikrokosmosu do Źródła, a w tym wypadku do gwiazdy Xibalba dającej wieczne życie pod warunkiem spełnienia ostatecznej ofiary. Droga do uwalniającej śmierci jest jednak długa. Mnich posiada na rękach wytatuowane swoje brzemię karmiczne – kolejne niezliczone cykle obrotów koła życia i śmierci. To wszystko jeszcze nie wystarcza, by potrafił on stanąć twarzą w twarz z wizją końca. Dopiero w momencie uschnięcia drzewa dostrzega on sumaryczne znaczenie swoich doświadczeń, mówiąc „te wszystkie lata… te wszystkie wspomnienia… przeciągnęłaś mnie przez czas”. Dopiero wtedy jest on na tyle zdesperowany, że dociera do ostateczności. Pojmuje w rozpaczy, że wszystkie jego próby „uwolnienia Hiszpanii z niewoli” były daremne dopóki za cel stawiał sobie własne przetrwanie. Dopiero w tym momencie bezradności Królowa może mu dać pewność i siłę do spełnienia wielkiego celu, zgodnie z dialogiem przytoczonym we wstępie; jest on teraz w stanie dojrzeć do zaakceptowania i zrozumienia tego, co nieuniknione. Przyjmuje obrączkę będącą symbolem wierności Królowej, Duszy, a przez to Bogu, i zakłada ją na palące, od dawna wytarte i opuszczone miejsce. Może on umrzeć świadomą śmiercią, która da wolność Drzewu Życia i całemu mikrokosmosowi. A czy on sam będzie żył wiecznie? A czy ma to jeszcze jakieś znaczenie?

UNIWERSALNOŚĆ „ŹRÓDŁA”

„Źródło” spotkało się ze skrajnie odmiennym przyjęciem. Otwarte traktowanie „śmierci jako drogi do chwały” wzbudzało często oburzenie na wielkich pokazach filmowych. Przemijalność potrafi być dosyć drażliwym tematem dla dzisiejszego człowieka. Potwierdza to tylko jego przywiązanie do podtrzymywania życia w materii, niezrozumienie natury stworzenia, a także, w rzeczy samej, nieumiejętność pogodzenia się z nią. Z drugiej strony, jak wynika z relacji licznych osób, był to jeden z tych filmów, po których na zwykłych salach kinowych często panuje refleksyjna cisza. Sam reżyser pozostawia widzom wolność, otwarcie przyznając, że jego film niekoniecznie musi posiadać jedyną właściwą interpretację. Jest w nim na tyle dużo wątków, że większość oglądających może znaleźć coś dla siebie. Tak więc „Źródło” łączy w sobie zarówno ukazanie różnych aspektów system człowieka, jak i elementy odmiennych światopoglądów, np. Majów i buddystów. Na podstawie symboli wymienionych w niniejszym tekście można go z pewnością uznać za dzieło bogate w elementy filozofii gnostycznej dzięki wątkom związanym z misterium prawdziwej, uwalniającej śmierci i powrotem do boskiej rzeczywistości. Do Drzewa Życia i misterium prawdziwej śmierci nawiązała również Catharose de Petri w książce „Złoty Różokrzyż”: „Uczeń doświadczający tej śmierci umiera według natury zła, natomiast zręby nowego życia w jego mikrokosmosie są pielęgnowane tchnieniem Boskiej Miłości, ażeby w tym boskim tchnieniu mogło wzrastać nowe drzewo życia, ażeby mogło się przebudzić nowe życie, by wiecznie i z całą pewnością należeć do prawdziwego Światła”.

* Mikrokosmos – zgodnie z nauką gnostyczną jest to „mały świat”, świat w miniaturze, stojący za każdym człowiekiem. Mikrokosmos to system życiowy o kształcie kuli, w którym osobowość jest jedynie jednym z elementów. To, co w tym świecie rozumiane jest pod pojęciem „człowiek” jest jedynie okaleczoną osobowością zdegenerowanego mikrokosmosu.

Blok tematyczny: recenzje filmowe.