Książki Dana Browna mają dziesiątki milionów czytelników ze względu na jego umiejętność tworzenia specyficznej dramaturgii sytuacji. Pierwszy element, którym posługuje się Brown, to nieustanne zagrożenie bezpieczeństwa pozytywnych bohaterów. Źródło i mechanizm tego zagrożenia wiąże się z działaniem ukrytych i tajemniczych sił. Drugi element kreujący atmosferę powieści Browna, to tworzenie przeświadczenia, że działania podejmowane przez bohaterów książki wplatają się w odwieczną walkę dobra ze złem. Brown odwołuje się do ogólnie znanych postaci historycznych oraz do idei religijnych i symboli kulturowych. Tworzy napięcie emocjonalne, dając czytelnikowi iluzję udziału w odkrywaniu tajemnic ludzkiego bytu.
Najnowsza powieść Dana Browna Zaginiony symbol (Warszawa, 2010, Wydawnictwo Albatros Andrzej Kurylewicz) również oparta jest na powyższym schemacie. Tym razem bohaterowie powieści poruszają się w kontekście symboliki masońskiej, natomiast wiodąca idea dotyczy starożytnej wiedzy tajemnej, której powiernikami były poprzez stulecia rozmaite stowarzyszenia uczonych mędrców. Są jednak w książce momenty, kiedy czytelnik ma wątpliwości dotyczące pewnych faktów czy ich interpretacji i zaczyna sprawdzać podawane przez autora fakty w Internecie. Oto przykłady.
Bez wątpienia – pisze Brown – dokumenty historyczne potwierdzały, że wiedza tajemna była przekazywana od pokoleń i że przypuszczalnie nauczano jej w szkołach tajemnych w starożytnym Egipcie. Później zeszła do „podziemia”, by wyłonić się w dobie europejskiego oświecenia. Według większości źródeł została powierzona wybranej grupie badaczy wywodzących się z czołowego ośrodka naukowego Europy – londyńskiego Royal Society – nazywanej Invisible College. Niebawem tajemniczy „college” skupiał najbardziej oświecone umysły, a wśród nich Issaca Newtona, Francisa Bacona, Roberta Boyle`a i Beniamina Franklina (s. 169).
Prawda historyczna okazuje się jednak nieco inna, niż przedstawia to autor Zaginionego symbolu i Kodu Leonarda Da Vinci. Jak się dowiadujemy ze strony internetowej Royal Society, organizacja ta powstała w Londynie w roku 1660, co oznacza, że Francis Bacon nie mógł być członkiem tego towarzystwa naukowego, gdyż żył w latach 1561-1626. Wyszukiwarka Royal Society potwierdza członkostwo Boyle`a i Newtona, ale nie znajduje Beniamina Franklina, ojca-założyciela Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Można powiedzieć, że są to drobne potknięcia, lekka niefrasobliwość mistrza.
W innym miejscu Dan Brown wprowadza wątek dotyczący bezpośrednio historii różokrzyżowców.
Zakon Różokrzyża – lub bardziej dokładnie Starożytny i Mistyczny Zakon Rosae Crucis – miał zagadkowe dzieje, wywarł duży wpływ na naukę i miał wiele wspólnego z legendą o starożytnej wiedzy tajemnej, dawnych mędrcach znających sekretną wiedzę przekazywaną z pokolenia na pokolenie i badaną jedynie przez najbardziej oświecone umysły. Wśród różokrzyżowców wymieniano luminarzy europejskiego oświecenia: Paracelsusa, Bacona, Fludda, Kartezjusza, Pascala, Spinozę, Newtona i Lebniza. (…) Założycielem zakonu – opowiadał Galloway – miał być niemiecki mistyk Christian Rosenkreuz. Przypuszczalnie jest to pseudonim, być może samego Francisa Bacona, który zdaniem niektórych historyków był twórcą różokrzyżowców, choć nie ma na to żadnego dowodu… (s. 403-404).
Myślę, że warto dodać kilka szczegółów do tej nieco bałamutnej wypowiedzi, zwłaszcza, że chodzi tu o powszechnie znane hipotezy dotyczące aktywności różokrzyżowców w XVII stuleciu. Za początek działalności publicznej Braterstwa Różokrzyża uznaje się publikację w roku 1614 manifestu Wołanie Braterstwa Różokrzyża (por. publikacja w języku polskim przez Instytut Wydawniczy Rozekruis Pers, Wieluń 2010, zawierająca również obszerną analizę ezoteryczną oryginalnego tekstu, autorstwa Jana van Rijckenborgha). Manifest został wydany anonimowo, był jednak przypisywany Johannowi Valentinowi Andreae (1586-1654), niemieckiemu teologowi i matematykowi, późniejszemu profesorowi Uniwersytetu w Tybindze.
Wołanie Braterstwa Różokrzyża jest adresowane do „władców, stanów i uczonych Europy”. W swej warstwie zewnętrznej stanowi informację o istnieniu Zakonu Różokrzyża oraz o działalności jego założyciela Chrystiana Różokrzyża, zmarłego około 120 lat przed opublikowaniem manifestu. W warstwie symbolicznej Wołanie Braterstwa Różokrzyża zawiera przesłanie odwołujące się do sił ezoterycznych, dających szansę duchowej odnowy ludzkości.
Zastanawiające, że Dan Brown wcale nie wspomina o Johann Valentin Andreae. Sugeruje natomiast, że liderem różokrzyżowców był F. Bacon, o którym mówiono również, że swoje dzieła literackie podpisywał pseudonimem William Shakespeare. Zwykle oświeceniową działalność różokrzyżowców wiąże się z tradycją luterańsko-kalwińskich ruchów reformatorskich. Bardziej prawdopodobna jest zatem teza, że recepcja filozofii różokrzyża w Anglii nastąpiła raczej w drugiej połowie XVII, gdy stopniowo dotarły tam publikacje Wołanie Braterstwa Różokrzyża oraz kolejnych manifestów różokrzyżowców.
Wypada zatem pozostawić w spokoju tajemniczą postać Francisa Bacona. Natomiast zaproponowana koncepcja czyni prawdopodobną sugestię Browna o związku Isaaca Newtona (1643-1727) z Zakonem Różokrzyża. Historii nauki znane są zainteresowania Newtona alchemią i jego badania nad Biblią.
Fikcja literacka ma określony margines swobody w posługiwaniu się historią. W momencie jednak, gdy literatura wkracza na grunt religii pojawia się krytyka o podtekście ideologicznym i politycznym. Kiedyś w takich sytuacjach płonęły stosy. Dzisiaj można piętnować Browna za profanację świętości lub zachować dystans i traktować jego powieści jako prowokację intelektualną, zachęcającą do sięgnięcia głębiej niż fabuła, czyli do historycznych i duchowych tradycji, z których czerpią jego książki.

21-05-2010 o 22:11
Pozwolę sobie nie zgodzić się z przytoczoną tezą. Nie może być tak – jak pisze autor – że niczym nieograniczone jestestwo próżni jest a priori skazane na zagładę, tylko ze względu na dziewictwo róży, albowiem, jak głosi Pismo Święte, “tam gdzie Adam, tam i łódź”. Dodam, iż taką interpretację można znaleźć w recenzowanym “Zaginionym symbolu”. Czy jest to zgodne z nauką Różokrzyża?
26-06-2010 o 17:18
Pani Julio,
Dziękuję za interesujący komentarz. Chętnie podejmę z Panią dyskusję, pod warunkiem, że skonkretyzuje Pani tezę zawartą w “Zaginionym symbolu”, do której odniosła się Pani w swojej wypowiedzi.
Redaktor
17-07-2010 o 16:04
W jakim celu redakcja podjęła tematykę tej książki, a wielu innych bardziej wartościowych już nie?
18-07-2010 o 13:38
Książka jest bardzo popularna: czytana i komentowana. Nie ma powodu ograniczania naszych dyskusji do wydawnictw niszowych. Zamysł był taki: nawet w książkach na poły sensacyjnych można znaleźć interesujące inspiracje.
07-05-2011 o 21:39
Nie można znaleźć inspiracji tam, gdzie nie można jej szukać. Namiętność jest zawsze głośna i hałaśliwa…….. ale przecież to nie Miłość.
10-05-2011 o 12:34
Osobiście uważam, iż książka jest trudna ale jest również ciekawa, niestety jedyne czego nie bardzo w niej lubię to, że autor zwraca uwagę na tak wielu bohaterów drugoplanowych i mało zostało użytych zagadkowych szyfrów i symboli. Akcja toczy się wokół przeważnie tylko jednego symbolu- circumpunctu… Ogólnie bardzo polecam:)